Pierwotnie mecze tej kolejki miały być rozegrane 17 marca. Dla większości drużyn wtorkowe spotkania były drugim podejściem do tych pojedynków. Dla gospodarzy z Kościelisk była to już nawet trzecia próba. Kościeliska uzyskały bowiem zgodę centrali na rozegranie swojego pojedynku w dniu 17 marca o godzinie 11.00. Wszystko przez to, że w nominalnej porze rozgrywania meczu drużyna gospodarzy mogłaby zostać zdekompletowana. Albowiem sześciu zawodników z Kościelisk wyjeżdżało za granicę „za chlebem”, a zasadzie po to, aby dopracować wszystkie szczegóły związane z pracą, która ten chleb zapewni im w przyszłości. Jak mówi przysłowie „Do trzech razy sztuka”, więc tym razem udało się miejscowym rozegrać ligowy pojedynek z nieobliczalną drużyną Piotrówki. Gospodarze przed tym spotkaniem byli najsłabszą ekipą w tabeli, bez szans na poprawę tej lokaty nawet w wypadku wygranej i z niewielkimi szansami na utrzymanie się. Początek rundy pozwalał jeszcze wierzyć w to, że ligowy byt można uratować. Na inaugurację piłkarze z Kościelisk wygrali wyjazdowe spotkanie za „sześć punktów” z również zagrożonym spadkiem Wikingiem Opole i tym samym ich notowania nieznacznie drgnęły. Później jednak wszystko wróciło do normy i dorobek tej ekipy w pozostałych kolejkach tylko nieznacznie wzrósł.

Przed tym meczem przepytany został wiceprezes i kierownik drużyny Kościelisk w jednej osobie – Rafał Zawada.
– Liga pokazuje, że ciężki jest los beniaminka. A może progi „okręgówki” są za wysokie?
– I los ciężki i progi wysokie. Do tego dochodzi wąska kadra, która jeszcze na początku rozgrywek liczyła 22 zawodników. Niestety później trzech z nich podziękowało nam za grę. Bolączką jest też mała liczba młodzieżowców. Mamy ich tylko czterech, a nie każdy ma „papiery” na granie w okręgówce.
– Pierwsza wyjazdowa wygrana w sezonie dawała jeszcze nadzieje Pana drużynie w walce o utrzymanie.
– To był mecz za sześć punktów i dzięki wygranej, byliśmy w klubie w bardzo pozytywnych nastrojach. Ten stan udzielał się wszystkim, a głównie zawodnikom. Miało to przełożenie na ich podejście i zaangażowanie w treningi i grę. Niestety później doszły kartki i kontuzje zawodników, brakowało ławki rezerwowych i wróciły remisy i porażki. Chociaż spotkania w kolejce nr 24 i 25 ułożyły się po naszej myśli, to nasza sytuacja w tabeli jest nadal bardzo, bardzo trudna.
– Z protokołu meczowego wynika, że spotkaniu z Wikingiem towarzyszyły rzadko spotykane okoliczności.
– Dokładnie tak było. Nie pamiętam takiego meczu i podejrzewam, że takiego spotkania drużyna Kościelisk jeszcze nie rozegrała. Nasi zawodnicy do końca meczu wykazywali wielką determinacje w grze i niesamowitą wolę walki. Nie pogodzili się z porażką i o zwycięstwo walczyli do ostatniej minuty. Dzięki temu zdobyli dwie bramki już w przedłużonym czasie gry. Jedną w 92, a drugą w 95 minucie. Proszę mi wierzyć, że już dawno nie było tak radosnego powrotu po meczu do domu.
– Patrząc na wyniki LZS-u Kościeliska, w tym na dwie porażki aż siedmioma bramkami na swoim boisku, to nie potrafię zrozumieć, jak wygraliście z aspirującą do awansu drużyną Hetmana Byczyna.
– Po prostu zagraliśmy naprawdę świetny mecz. Poza tym w tym spotkaniu posiadaliśmy jeszcze nasz optymalny skład. Rywal grał bardzo dobrą piłkę, widać w tym było rękę trenera Dawida Nowackiego. Ale w tym dniu poziomem gry nie odbiegaliśmy od swoich przeciwników, a ponadto jak mówi piłkarskie przysłowie, szczęście sprzyja lepszym. Wtedy sprzyjało naszej drużynie.

Przez zarośla, przez ogródek….

Ponieważ budynek klubowy jest w remoncie, za szatnie dla piłkarzy służą pomieszczenia miejscowej szkoły. Choć odległość między tymi budynkami nie jest wielka i liczy około 200 metrów, to droga przypomina trochę mini labirynt. Aby dojść z szatni na boisko trzeba przechodzić przez ogródki i zabudowania gospodarskie. Zapewne z tego przejścia korzystają nie tylko piłkarze, że kury są już tak przyzwyczajone do obecności ludzi, że nie zwracają na nich żadnej uwagi. Aby furtka była zawsze zamknięta pomysłowi mieszkańcy zamontowali absolutnie oryginalny samozamykacz. Nowatorskie rozwiązanie polega na tym, że jego głównym elementem jest konewka ogrodowa.

Relacja
Pierwsza część spotkania była w miarę wyrównana, choć od początku zespołem dominującym byli przyjezdni. Nie przekładało się to na jakieś klarowne okazje bramkowe, dlatego goście nie trafili do siatki ani razu w tej części gry. Zupełnie nieoczekiwanie na prowadzenie wyszli miejscowi po uderzeniu z dystansu Adama Jaronia w 45 minucie. Przerwę ekipa z Piotrówki spędziła na boisku, rezygnując z przemarszu do szatni w szkole. Wszyscy obecni na stadionie mogli zatem usłyszeć, jak w prostych żołnierskich słowach, goście opisują swoją grę w pierwszej połowie. Widocznie takie rozmowy były potrzebne, gdyż od pierwszych minut przyjezdni „rzucili się” na miejscowych piłkarzy. Błyskawicznie doprowadzili do wyrównania, a na następnie objęli zasłużone prowadzenie. Stworzyli sobie multum okazji do podwyższenia prowadzenia, ale byli wyjątkowo nieskuteczni. Wydawało się, że zostaną za to ukarani, gdyż minutę przed końcem miejscowi doprowadzili do wyrównania. Na plus przyjezdnym trzeba zapisać, że nie załamali się, nie zwiesili głów, tylko z impetem ponownie zaatakowali. Przyniosło to natychmiastowy skutek w postaci zwycięskiej bramki. Z przebiegu gry szczęśliwe zwycięstwo przyjezdnych, było jak najbardziej zasłużone.

Grzegorz Sapa (LZS Piotrówka): – Przyjechaliśmy po trzy punkty i swój cel osiągnęliśmy. Po stracie drugiej bramki nie zwątpiliśmy w wygraną i zwyciężyliśmy dzięki determinacji. W ostatnich meczach nie graliśmy źle, mieliśmy bardzo wiele sytuacji bramkowych, ale nie potrafiliśmy wygrywać. W taki sposób w jaki dzisiaj dopuściliśmy do nerwówki, to przegraliśmy trzy ostatnie mecze. Podłamała nas pierwsza stracona bramka, ale w przerwie powiedzieliśmy sobie parę słów i to zadziałało. Uważam, że wygraliśmy jak najbardziej zasłużenie.

Grzegorz Pietrzak (LZS Kościeliska): – W tym spotkaniu widoczne było lepsze przygotowanie fizyczne i wyszkolenie techniczne gości. My nie prowadzimy gry, gramy bardziej od tyłu. Nasze niedostatki nadrabialiśmy walką, ale niestety nie udało się. Może nie było tak, że sądziliśmy, że mamy już remis, ale zawsze gra się do końca. Piotrówka zachowała więcej sił i szybszych zawodników. Santos był zawodnikiem, który robił różnicę i to z jego strony poszła decydująca akcja.

Czego zabrakło gospodarzom, czyli gdzie ci cwaniacy?

Krzysztof Gorzołka (LZS Kościeliska)
: – Byliśmy w bardzo dobrej sytuacji, gdyż zdobyliśmy bramkę do „szatni”. Niestety zaraz po przerwie bramkę straciliśmy. W ogóle to obie bramki traciliśmy minutę po tym, jak je zdobywaliśmy. Można powiedzieć, że strzelaliśmy w najlepszym momencie, a traciliśmy w najgorszym. Zabrakło może trochę szczęścia, ale bardziej zwykłego cwaniactwa i wyrachowania. Pewnie też doświadczenia w grze na takim poziomie. Wszystkiego tego brakowało nam też w wielu meczach.

Ciekawa postać – Tadeusz Mańka
Obecny prezes, prawie 70-letni, działa w klubie od 1980 roku. Przez wiele lat prowadził go praktycznie w pojedynkę – twierdzi Rafał Zawada. – Był gospodarzem obiektu, działaczem, skarbnikiem, prezesem, trenerem, wszystkim po trochu. Gdyby nie on, to ten klub z pewnością by nie istniał.

Pan Rafał zapewne wie co mówi, gdyż aktualnie pod nieobecność prezesa (pobyt w szpitalu), sam jest taka osobą, która zajmuje się wszystkim co konieczne, aby klub funkcjonował. – Oczywiście Tadeusz Mańka wcześniej też grał w piłkę nożną – utrzymywał Zawada.

– Najpierw w Polanowicach, a później już w Kościeliskach. To typ człowieka starej daty, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Człowiek-złoto zaangażowany całym sobą w to co robi. Gdyby dzisiaj zrezygnował, to klub pewnie by się rozwiązał. Z ciekawostek, to prezes Mańka zawsze wspominał dalekie wyjazdy, w czasach gdy Kościeliska grały w częstochowskiej A-klasie. Ponieważ były to wyjazdy traktorami z przyczepą, a jeździło się do tak odległych miejsc jak Panki, to piłkarze wyjeżdżali 10 godzin wcześniej. Zapewne wracali już na drugi dzień nad ranem. Ten traktor to prezes musiał „wydeptać” w PGR-ze.

Protokół
LZS Kościeliska – LZS Piotrówka 2-3 (1-0)

1-0 Jaroń – 45., 1-1 Cieśliński – 46., 1-2 Morus – 57., 2-2 Kopel (89. karny)., 2-3 Machado – 90.

Kościeliska
: S. Zawada – Gorzołka, Włoszczyk (78. Flak), Polak, Drewniak – Gajdecka, Kopel, Paprotny, Jaroń, Łosik (68. Krawczyk) – Pietrzak. Trener Grzegorz Pietrzak

Piotrówka: Filusz – Jagła, Sapa, Chiunye, Szałkowski – Santos, Czura, Gnoiński, Machado – Morus, Cieśliński (90. Micor). Trener Grzegorz Sapa

Sędziował: Jarosław Ułamek (Opole)

Żółta kartka: Paprotny

Widzów 80.

Ludowy Zespół Sportowy Kościeliska
Rok założenia: 1953
Barwy: niebiesko-żółto-czerwone
Adres: 48-324 Kościeliska 40/3
Prezes: Tadeusz Mańka
Trener: Grzegorz Pietrzak

⚽ LZS Kościeliska 🆚 LZS Piotrówka, Opole, Poland 📸

Opublikowany przez Opolski Związek Piłki Nożnej 16 maja 2018

Reporter Sławomir Jakubowski.