
Futsalistkom LUKS Rolnika Biedrzychowice Głogówek do kolejnego medalu mistrzostw Polski zabrakło naprawdę niewiele. Ostatecznie zespół prowadzony przez Krzysztofa Nosa i Agatę Sobkowicz zakończył rywalizację na 4. miejscu. Do lokaty na podium zabrakło… punktu.
Dzisiaj już wiemy, że był to ostatni sezon w roli trenera Rolnika Krzysztofa Nosa. W nowej kampanii ekipę z Głogówka będzie już prowadziła Agata Sobkowicz.
Z byłą reprezentantką Polski w futsalu i nową trenerką Rolnika porozmawialiśmy o zakończonych rozgrywkach i planach na kolejny sezon.
Jakub Trzaska, OZPN: Trochę czasu już minęło od zakończenia sezonu futsalowego. Jak emocje już opadły, jesteście z niego zadowolone?
Agata Sobkowicz, trenerka futsalowej drużyny LUKS Rolnika Biedrzychowice Głogówek: Tak, już trochę czasu minęło i każdy z nas miał już przestrzeń, żeby przeanalizować to, co wydarzyło się w tym sezonie. Emocje też już opadły.
Myślę, że jakbyśmy teraz usiedli i porozmawiali sobie w naszym wąskim gronie, to z perspektywy czasu możemy stwierdzić, że jesteśmy zadowoleni. Bo to co na papierze, to jest jedno. I można mierzyć sukces wyłącznie wynikiem. W naszym przypadku 4. miejscem.
Ale, w moim odczuciu, w tym sezonie jest coś ważniejszego. To, co zbudowaliśmy, czyli drużynę. Drużynę, która się wspiera, która jest zaangażowana, która ma wspólny cel. Szczególnie ta druga runda to udowodniła. Wielokrotnie wychodziliśmy z trudnych sytuacji, przegrywając mecz, odwracaliśmy losy spotkania. I finalnie wygrywaliśmy te najważniejsze mecze. Uważam, że właśnie to jest naszą siłą, tzw. team spirit.
Zbudowaliśmy środowisko, w którym chce się być, do którego chce się wracać.
Druga runda była świetna w waszym wykonaniu. Co się zmieniło w porównaniu do tej pierwszej?
Powiedziałabym tak: mamy w zespole zawodniczki, dla których to był pierwszy sezon gry w Ekstralidze. Mamy zawodniczki, dla których był to pierwszy sezon, w którym musiały dźwigać tak duży ciężar gry na sobie. Ich rolę się zmieniły. Drużyna, w porównaniu do zeszłego roku, też się zmieniła. Choćby pod względem samego doświadczenia.
Musiałyśmy popełnić określoną liczbę błędów. Musiałyśmy nabrać doświadczenia. Takim doświadczeniem była właśnie ta pierwsza runda, która po prostu była słaba. Ale to wszystko musiało się zadziać. Musiałyśmy być cierpliwe.
Były dyskusje, wiele razy. Pojawiały się nerwy, większe lub mniejsze. Zastanowienie się co i jak. Ale bardzo dużo pomogło zaangażowanie dziewczyn. Na pewno wiara i zaufanie, że będzie lepiej. Robiliśmy analizy, wyciągaliśmy wnioski. Wprowadzaliśmy je w treningi. I to był proces, który musiał trwać.
Dodatkowo, z początkiem stycznia, mieliśmy takie małe zgrupowanie, nazwijmy to mini obozem. Bardziej taki integracyjny, niż sportowy, który naprawdę bardzo dobrze wpłynął na dziewczyny. To były takie małe elementy, które złożyły się na to, że z tygodnia na tydzień budowaliśmy mocniejszą drużynę.
I ta druga runda też to pokazała. Że w wielu trudnych sytuacjach, ten team spirit, ta mocna drużyna, nas ciągnęła. I jedna za drugą gryzła parkiet.
Finalnie wyszło tak, że ta druga runda była naprawdę bardzo, bardzo dobra.

Jak trudne było dla ciebie przestawienie się z roli zawodniczki do roli trenerki?
Szczerze mówiąc nie czułam tego w żaden sposób. Chyba przez doświadczenie zebrane w pracy z dziećmi, doświadczenie jako zawodniczka, która momentami wplatała już nieco roli trenerki. To chyba spowodowało, że nie czułam jakiejś nadmiernej presji czy stresu.
Ale też najtrudniejsze z czym się mierzyłam w tamtym momencie, to była moja kontuzja. I to był zdecydowanie najcięższy czas w moim życiu. Wszystko kręciło się wokół tego. Najpierw w ogóle nauka chodzenia, emocje związane z reprezentacją Polski, z brakiem występu na mistrzostwach świata. Sporo tego było. I tutaj też chciałabym ogromnie podziękować całemu klubowi, naszemu prezesowi, za wsparcie. Za zaufanie, którym mnie obdarzył.
Prezes dał mi przestrzeń na spokojne podjęcie decyzji, równocześnie zapewniając mnie, że jestem tutaj potrzebna.
To mi dało naprawdę dużo spokoju. Dzięki temu mogłam, tak naturalnie, z roli, z której wypadłam, z roli zawodniczki, przelać pasję na nową rolę, rolę trenerki.
Chyba też po prostu nie było na to czasu, żeby się zastanawiać, czy jest to trudne, czy nie, czy dam radę. Może momentami faktycznie takie myśli wpadały do głowy, to oczywiste. Ale na pewno nie powiedziałabym, że było to bardzo trudne.
Już też podziękowałam zespołowi, bo tak naprawdę dzięki drużynie, dzięki temu, co stworzyłyśmy, co stworzyły wszystkie osoby zaangażowane w klub, narodziła się znowu u mnie taka wiara w przyszłość. Wizja, że można budować dalej coś fajnego. I że to jeszcze nie koniec.
Krzysztof Nos to doświadczony szkoleniowiec. Dużo się od niego nauczyłaś?
Najwięcej nauczyłam się od trenera spokoju. Szerszego spojrzenia na daną sytuację. Akceptację też tego, co nam się przydarza, a na co nie zawsze mamy wpływ. Tego, że perfekcjonizm to jest cichy zabójca.
Ja też, w pewnym momencie, byłam bardzo wypalona i trener Krzysztof to była jedna z nielicznych osób, która ze mną bardzo dużo rozmawiała. I która pokazała mi trochę inną perspektywę, inne spojrzenie.
To na pewno pozwoliło mi ochłonąć i w inny sposób podchodzić do sytuacji, które nas otaczają. Do sytuacji, które się nam przydarzają. Do meczów, do wyników, do presji. Tutaj, pod tym względem mentalnym, trenerowi dużo zawdzięczam.
Ale też mam wrażenie, że miałaś sporo swobody w działaniu z drużyną. Na meczach było to dobrze widać.
Tak. Już na początku sezonu była określona moja rola trenerska. I w sumie dość szybko jeszcze bardziej się to zmieniło, bo trener, ze względu na swoje obowiązki zawodowe, podjął decyzję, że nie jest w stanie tak mocno się zaangażować i prowadzić zespół jako pierwszy szkoleniowiec. Ja taką rolę wewnątrz drużyny przejęłam.
Z tego więc mogło wynikać takie widoczne większe moje zaangażowanie i swoboda. Bo po prostu wewnętrznie, w drużynie, pełniłam już rolę pierwszej trenerki.

Kolejny sezon będzie jeszcze trudniejszy? Będziesz samodzielnie prowadzić zespół.
Na pewno będzie to inny sezon. W każdym spotykamy się z różnymi problemami i wyzwaniami. Pytanie, jak będziemy na nie reagować? Jak będziemy je rozwiązywać? Ale ja jestem naprawdę dobrej myśli.
W kontekście samodzielnego prowadzenia, to wiadomo, tutaj współpraca z trenerem Krzysztofem już troszkę trwała i na pewno będzie go brakowało. I to będzie dla mnie pewnego rodzaju wyzwanie. Ale mam wsparcie, mam zastępstwo w postaci nowego trenera, więc cieszę się, że aż tak samodzielnie zespołu prowadzić nie będę. Będziemy razem działać i jestem naprawdę dobrej myśli.
Jakie więc plany na kolejny sezon?
Chcemy kontynuować to, co było w tym sezonie. Czyli budować silną, mocną drużynę, ten team spirit, o którym dużo mówię. To jest nasz fundament.
Cieszymy się, że prawie wszystkie zawodniczki z nami zostają. To też pozwoli nam robić kolejne kroki do przodu i nie trzeba będzie zaczynać znów od podstaw. To jest bardzo budujące.
W kontekście samych celów, to je sobie wyznaczymy wewnątrz w drużynie. I te małe kroki, które będziemy podejmować na każdym treningu, każdym meczu, wierzę, że finalnie doprowadzą nas do ich realizacji.










