Była Akademii Odry Opole, później Legii Warszawa. Teraz jest… Almaden FC w San Jose w Kalifornii. Damian Serwuszok, razem z żoną Eweliną, przeprowadził się na drugi koniec świata, żeby rozwijać swój warsztat trenerski oraz przeżyć niesamowitą piłkarską przygodę.
I właśnie o codzienności w Stanach Zjednoczonych, popularności piłki nożnej w Kalifornii, ale także i pasji do podróżowania porozmawialiśmy z trenerem Serwuszokiem.
Jakub Trzaska, OZPN: Czy w Stanach Zjednoczonych czujesz się już jak u siebie, czy nadal trwa aklimatyzacja, bo to przecież niemal drugi koniec świata?
Damian Serwuszok, trener Almaden FC: To faktycznie daleko, szczególnie, że jesteśmy z żoną na zachodnim wybrzeżu USA. Oczywiście nadal się aklimatyzujemy. Wszystko przebiega pozytywnie, ale moim zdaniem bez rodziny i przyjaciół nigdy nie poczujemy się jak u siebie w domu.
Jak to się w ogóle stało, że pojawiła się możliwość pracy w San Jose w Kalifornii?
Taki był plan, że po zakończeniu pracy w Legii Warszawa wyjedziemy na 2-3 lata za granicę.
Piłka nożna i podróże to moje dwie największe pasje. Już podczas studiów udałem się na jeden semestr do Hiszpanii. Zawsze, gdy tylko mogłem uczestniczyłem w stażach zagranicznych. W pewnym momencie poczułem, że chciałbym połączyć te dwie pasje na dłużej.
Uważam również, że doświadczenie międzynarodowe i dobra znajomość języka angielskiego są niezmiernie istotne w pracy trenera. Latem mieliśmy oferty z trzech różnych stron świata: USA, Indii i Australii. Ostatecznie padło na Stany. Z pośrednikiem, który pomaga w realizacji procesu wizowego, skontaktował mnie trener, z którym współpracowałem w sztabie w Akademii Legii Warszawa. Wojtek również pracował w USA, więc znał tutejszy rynek. Almaden FC, czyli mój i mojej żony Eweliny aktualny klub, rekrutował w tym czasie trenerów i tak się wszystko zaczęło.
Pracę w Kalifornii traktujesz bardziej jako wyzwanie czy piłkarską i trenerską przygodę?
Zdecydowanie jedno i drugie. Prowadzenie treningów, meczów i generalnie nieustanna komunikacja w obcym języku jest z pewnością wyzwaniem. Na początku byłem najzwyczajniej zmęczony po treningach, ponieważ umysł musiał przetwarzać wszystko na język angielski. Teraz jest już o wiele łatwiej i płynniej. Od marca dołączam również, w roli drugiego trenera, do sztabu zespołu seniorów na poziomie USL2 (USL League Two, przyp. autora). Oczywiście to, że wylądowaliśmy w pięknym, słonecznym miejscu jest miłym dodatkiem i częścią tej wspaniałej przygody, którą zapamiętam pewnie na zawsze.
Co w tamtejszej piłkarskiej rzeczywistości zaskoczyło Cię najbardziej?
Masowość piłki nożnej jako sportu dla chłopców i dziewcząt. Nasz klub ma około 3500 uczestników, a to jeden z kilku klubów w San Jose. Bardzo dużo dzieci uprawia piłkę nożną. Drużyny dziewczęce są równie naturalne i powszechne jak chłopięce. Generalnie piramida sportu, w tym piłki nożnej, ma ogromną podstawę i silne fundamenty. Byłem zafascynowany tym jak na wielkim, zielonym terenie, podzielonym na mniejsze boiska, nagle o 16:30 pojawiają się setki dzieci, które grają w piłkę.

Jak wyglądają piłkarskie treningi w San Jose? Rywalizujecie w rozgrywkach ligowych podobnych do tych w Polsce?
Treningi nie różnią się zasadniczo od tych, które prowadziłem w Polsce. Przemycam sporo środków treningowych i pomysłów z naszego kraju. Uważam, że polscy trenerzy są dobrze przygotowani do nowoczesnych wymagań piłki nożnej i mamy sporo do zaoferowania.
Rozgrywki należy podzielić na 3 grupy:
Elite – najsilniejsze drużyny z najlepszych akademii rywalizują pomiędzy sobą.
Competitive – drużyny grają w ligach z przeciwnikami o podobnym poziomie umiejętności. Nie ma spadków i awansów. To klub zgłasza zespoły do ligi. Poziomów w każdym roczniku jest 5-6, a czasem więcej.
Recreation – to zawodnicy i zawodniczki, którzy trenują rekreacyjnie 2 razy w tygodniu. Nie rywalizują w żadnych ligach. Zazwyczaj w soboty grają sparingi przeciwko innym zespołom z naszego klubu.
Piłka nożna w USA jest tak samo popularna jak w Polsce? Czy jednak nadal ustępuje koszykówce, baseballowi czy futbolowi amerykańskiemu?
Popularność rozdzieliłbym na dwie składowe.
Pierwsza to popularność wśród fanów oraz ogólna oglądalność i znajomość dyscypliny. Tutaj zdecydowanie piłka nożna ustępuje amerykańskim sportom. Obecność znanych piłkarzy w MLS oraz zbliżające się mistrzostwa świata z pewnością promują piłkę nożną, która zdobywa coraz większe uznanie. Nie ma jednak wciąż takiej kultury piłkarskiej jak w Europie.
Druga to popularność uprawiania piłki nożnej przez dzieci i młodzież, która jest ogromna, o czym już wspominałem. W Kalifornii piłka nożna jest najczęściej wybieranym sportem przez młodych ludzi.

W mediach społecznościowych napisałeś, że oprócz pracy staracie się z żoną Eweliną również zwiedzać Stany Zjednoczone. Co już udało się zobaczyć a co jeszcze macie w planach?
Oczywiście w miarę możliwości staramy się łączyć przyjemne z pożytecznym. Zwiedziliśmy już San Francisco, Los Angeles, Las Vegas, Grand Canyon, a niebawem czeka nas wyjazd na Hawaje. Marzą nam się również piękne parki narodowe, których w Kalifornii jest co najmniej kilka.
Staramy się również korzystać z szerokiej oferty sportowej. Aktualnie przygotowujemy się do półmaratonu w San Francisco.
I co w tej turystyce cię najbardziej zaskoczyło a co w życiu codziennym sprawia Ci największą trudność?
Pozytywne zaskoczenie to dostępność i łatwość podróżowania. Wielopasmowe autostrady pomagają w sprawnym przemieszczaniu się samochodem. W każdym mieście i miasteczku są lotniska, które oferują względnie tanie loty.
Jako największą trudność wskazałbym, niepotrzebnie moim zdaniem, zagmatwany amerykański system miar. Wciąż zmagam się z Farenheitami, galonami, uncjami, stopami itd. Tak już chyba jednak Amerykanie mają, że chcą mieć pewne rzeczy po swojemu i tyle.
Reasumując, uważam nasz wyjazd za niezwykle cenne doświadczenie. Nie ma lepszej formy nauki języka obcego jak całkowite zanurzenie się w nim. Liczę, że po powrocie do Polski będę mógł z tego skorzystać w pracy trenera.










