Wszystko wskazuje na to, że zima odeszła już na dobre, co oczywiście cieszy fanów futbolu na Opolszczyźnie. Wreszcie można się skupić na rozgrywkach piłkarskich, bez śledzenia prognoz pogody i bez gdybania, czy dany mecz się odbędzie. Zatem bez obaw udał się do Mechnic nasz reporter, aby być świadkiem atrakcyjnie zapowiadającego się meczu miejscowej drużyny, która w tabeli zajmuje czwartą lokatę, z liderującą Victorią Chróścice.

W różnych nastrojach przystępowały do tego pojedynku obie ekipy. Lider z Chróścic wygrał na wiosnę wszystkie trzy swoje rozegrane spotkania. Trzeba jednak zaznaczyć, że z racji zawirowań klimatycznych i przekładanych spotkań, wszystkie pojedynki rozegrał na swoim „podwórku”. Wizyta w Mechnicach była zatem pierwszym wyjazdowym pojedynkiem Victorii w tej rundzie. Z kolei miejscowi zanotowali na wiosnę każdy możliwy do uzyskania wynik, czyli ich bilans był na ten moment następujący: wygrana, remis i porażka. Trudno zatem było wskazać faworyta sobotniego pojedynku, a każdy wynik był możliwy.

Tradycyjnie przed tym spotkaniem przepytany został reprezentant klubu gospodarzy – wiceprezes Joachim Gonsior.
– Piłkarska Opolszczyzna bardziej zna Mechnice z miejscowej drużyny piłkarskiej, czy z Mechnickiego Niedzielnika Sportowego?
– Z Niedzielnika. Dokonania pana Marka Lei są większe niż klubu.

– Aktualny lider z Chróścic ma imponujący bilans spotkań na własnym boisku. Osiem przekonywujących zwycięstw i jedna porażka z… Mechnicami. Znacie zatem słabe strony Victorii?

– Znamy słabe strony rywala i sądzę, że wygramy dzisiejsze spotkanie. Słabym ogniwem jest bramkarz Victorii.

– Na drugim biegunie piłkarskich dokonań Pana drużyny jest marcowa klęska na własnym boisku z broniącym się przed spadkiem Silesiusem Kotórz Mały. Co się wtedy właściwie stało?

– Trzech zawodników pauzowało za żółte kartki, a w trakcie spotkania dwóch zawodników odniosło kontuzję. Mecz kończyliśmy w dziewiątkę. Do tego doszła słaba postawa całej drużyny. Nastąpił splot nieszczęśliwych wydarzeń.

– Mechnice przewodzą średniakom w swojej grupie okręgówki. W czym trzy czołowe drużyny są lepsze od Was?
– Myślę, że nie są lepsze od nas. Zawsze gramy równo, zawsze jesteśmy w czołówce tabeli w okręgówce. Lider ma dziesięć punktów więcej, wicelider sześć punktów, więc uważam, że jeszcze będziemy się bić o barażowe miejsce.

Relacja
Sobotni pojedynek pokazał, dlaczego obie „jedenastki” należą do czołowych drużyn klasy okręgowej. Wysokie umiejętności czysto piłkarskie, niezłe tempo pojedynku, kultura gry obydwu drużyn, to wszystko sprawiło, że widzowie byli świadkami futbolu na niezłym poziomie. Bardzo szybko, bo już w 4 minucie goście mogli objąć prowadzenie. Wypuszczony w „uliczkę” Przemysław Czajkowski miał przed sobą jedynie Krzysztofa Bejcara, który wybiegł z bramki daleko poza pole karne. Czajkowski podjął dobrą decyzję starając się przelobować Bejcara, ale minimalnie chybił celu. Jeszcze lepszą okazję miał z kolei Kornel Zyla w 9 minucie.

Stoper Victorii Piotr Warzyc w dziecinny sposób dał sobie odebrać piłkę Zyli. Napastnik Mechnic stanął oko w oko z Patrykiem Walkowiczem i miał bardzo dużo czasu na wykończenie akcji. Zdecydował się na uderzenie z pola karnego, ale fatalnie skiksował i posłał futbolówkę wysoko nad bramką. Trzy minuty później główkował Damian Kampa i piłka wysokim lobem zmierzała w okienko bramki. Nie najwyższy Walkowicz miałby spore problemy z wybiciem jej, ale wpadło w niego dwóch zawodników i arbiter odgwizdał faul na bramkarzu. Później dwa razy pokazał się Dennis Greinert, ale dwa razy po jego uderzeniach lepszy okazał się Walkowicz. Gromkie „jest” wyrwało się z ust miejscowych kibiców w 40 minucie. Rafał Kurpierz świetnie uderzył głową po rzucie rożnym, piłka zmierzała w okienko bramki, a nie mający szans na skuteczną interwencję Walkowicz, tylko odprowadzał ją wzrokiem. Niestety dla miejscowych, futbolówka minimalnie minęła górny narożnik bramki.

Druga część gry była już bardziej wyrównana, obie ekipy zanotowały porównywalną ilość dogodnych do zdobycia bramki okazji. Najlepszą z nich zmarnował piłkarz przyjezdnych Mateusz Tomczak w 85 minucie. Uderzał głową z najbliższej odległości, ale trafił nieczysto i doskonała okazja przepadła. Arbiter doliczył do regulaminowych 90 minut, dwie dodatkowe minuty gry, ale nic nie wskazywało na to, że w tym pojedynku padnie jakaś bramka. Na plus przyjezdnym trzeba zapisać, że chociaż z przebiegu gry remis był dla nich dobrym rezultatem, do końca próbowali zgarnąć pełną pulę. W ostatniej akcji Walkowicz w iście sprinterskim tempie pobiegł za futbolówką, która wylądowała daleko za jego bramką. W błyskawicznym tempie wprowadził ją do gry, a Victoria rozegrała ostatnią akcję w tym meczu. W jej efekcie jeden z piłkarzy gości zdecydował się na uderzenie na bramkę Bejcara z dalszej odległości. Piłka trafiła w Pawła Prymulę, który znajdował się w swoim polu karnym, w odległości dziesięciu metrów od własnej bramki. Arbiter przerwał grę i podyktował rzut karny dla gości, za dotknięcie piłki ręką przez Prymulę. Jednocześnie ukarał żółtą kartką obrońcę Mechnic.

Kontrowersyjna decyzja wzbudziła oczywiście gorące protesty wszystkich zawodników miejscowej drużyny. Sędzia pozostał jednak nieugięty i nie zmienił swojej decyzji. – Takich karnych się nie gwiżdże. – Dostał pretekst do podyktowania tego karnego. – Mógł zagwizdać, a nie musiał. – Prymula dostał w rękę, ale nie bronił ręką drogi piłki do bramki – komentowali wzburzeni kibice miejscowych. Tomczak okazał się skutecznym egzekutorem rzutu karnego i w ten sposób lider z Chróścic, choć z przebiegu gry na to nie zasłużył, wyjechał z Mechnic z pełną pulą.

Łukasz Kabaszyn (Victoria Chróścice): Wiedzieliśmy, że Mechnice to bardzo poukładany zespół i to się sprawdziło. Chylę czoła przed trenerem gospodarzy, bo wykonuje tutaj kawał dobrej roboty. Miejscowym prawie udało się z nami zremisować, a nawet wygrać. Gratuluję drużynie, która schodzi pokonana, ale swoją grą na to nie zasłużyła. Ale taki jest sport, taka jest piłka nożna. Nie zawsze zwycięża zespół na boisku lepszy. Chcę też pochwalić moją drużynę, gdyż do końca wytrzymała na zero z tyłu. Rzut karny był jak najbardziej kontrowersyjny. Z przebiegu meczu karny nie należał się ani nam, ani nikomu innemu.

Krzysztof Niedworok (LZS Mechnice)
: Uważam, że przegraliśmy niezasłużenie, a ten mecz wygrał arbiter, a nie drużyna gości. W pierwszej połowie przewyższaliśmy swoich rywali, graliśmy kombinacyjnie, zabrakło nam tylko skuteczności. Druga połowa już się wyrównała, ale twierdzę, że dalej to my dominowaliśmy. Po grze lidera spodziewałem się dużo więcej. Ewidentnie było widać, że Victoria się nas obawia i bardzo dobrze, bo mamy naprawdę solidny zespół. Ale to co zrobił w ostatnich sekundach meczu sędzia, to jest karygodne. Dosłownie w tej samej akcji, wcześniej zawodnik gości „piętką” uderza piłką w rękę, sędzia tego nie zauważa, później nasz zawodnik rzucając się zostaje trafiony w rękę, a arbiter odgwizduje karnego. Tak naprawdę sędzia zniszczył widowisko, które było naprawdę fajnym meczem. Kibice, którzy oglądali to spotkanie na pewno nie zawiedli się. Szkoda mi mojego zespołu, który został źle potraktowany.

Głos z ławki rezerwowych

Karol Skowronek (bramkarz LZS Mechnice) – Mecz wyrównany z naszą dominacją w pierwszej połowie. W drugiej części więcej sytuacji miała drużyna z Chróścic. Przed tym nieszczęsnym rzutem karnym, dwie minuty wcześniej Bartek Jacek też „miał” rękę w polu karnym, ale sędzia tego nie zagwizdał. Szkoda tego meczu. Na ławce siedzę rzadko, ale muszę przyznać, że tutaj przeżywa się nie mniejsze emocje niż na boisku. Krzysiek Bejcar rozegrał dobre zawody, to co miał, to złapał. W Lewinie zagrał na zero z tyłu, dzisiaj oprócz karnego również. Ciężko będzie go „wygryźć” z bramki, ale my między sobą mamy zdrową rywalizację. Kto gra lepiej, ten gra w meczu i nie ma między nami niezdrowych emocji.

Ciekawa postać – Krystian Golec
Mało jest osób związanych z opolską piłką, które nie znałyby tego piłkarza, trenera, sponsora. Popularny „Krystek” swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Mechnicach, zaczynając od gry w trampkarzach. Już jako senior odszedł do Śląska Łubniany, skąd trafił do Varty Startu Namysłów. Dalszym etapem jego piłkarskiej kariery była już opolska Odra i z występów w tym klubie jest najbardziej znany. W trudnym dla opolskiego klubu okresie, gdy po Oderce odradzała się Odra był jej prezesem. Tam też zakończył swoja przygodę z piłką nożną. – Wróciłem do klubu m.in. z Tomkiem Lisińskim i Wojtkiem Scisło, aby pomóc wywalczyć awans do 3 ligi – wspominał Golec. – Cel został osiągnięty, a ja postanowiłem zakończyć karierę. Mogłem jeszcze podpisać kontrakt na grę w 3 lidze, ale trzeba wiedzieć kiedy jest właściwy moment, aby odejść.

Będąc jeszcze czynnym zawodnikiem był jednocześnie trenerem LZS-u Mechnice, a w tej roli „przepracował” w Mechnicach 20 lat. Zawsze wraca pamięcią do sezonu, w którym prowadzona przez niego drużyna wywalczyła awans do 4 ligi. – Początek wiosny mieliśmy trochę niewyraźny, nie do końca nam szło – podkreślał Golec. – Ale wygraliśmy siedem czy osiem spotkań z rzędu i dołączyliśmy do czołówki. W przedostatnim meczu w Krośnicy w 95 minucie Grzesiu Stotko zdobył zwycięską bramkę, a po tej akcji arbiter od razu zakończył spotkanie. W tej kolejce punkty straciła Widawa Lubska i wskoczyliśmy na drugie miejsce. W ten trochę nieoczekiwany sposób otworzyły się dla nas drzwi do 4 ligi. Musieliśmy wygrać ostatni mecz na swoim boisku i to uczyniliśmy. To było wielkie przeżycie, które zostało mi mocno w pamięci, gdyż był to historyczny awans. Dla takiego małego klubu, który działa na takich zasadach, to było wielkie osiągnięcie. Każdy, kto to przeczyta, będzie wiedział o czym mówię. Piłkarze grają za piwko i kiełbasę, a działacze udzielają się społecznie. Kto chce grać w tym klubie, ten wie na jakich zasadach to się odbywa.
Po 20 latach trenerki Golec podjął decyzję o rezygnacji z trenowania piłkarzy Mechnic. – W chwili obecnej zajmuję się dystrybucją odzieży sportowej Jako w naszym województwie – zaznacza Golec. – Ponieważ nie zajmuję się tym jakoś mega profesjonalnie, to muszę jeszcze pomagać żonie w prowadzeniu restauracji w Murowie. Do tego dochodzi 4 letni syn i nie mogąc tego wszystkiego pogodzić zrezygnowałem z trenerki. Mój syn na razie nie wykazuje żadnej smykałki do uprawiania futbolu. W chwili obecnej to bliżej mu do bycia muzykiem, bądź piosenkarzem. Zawsze pamiętam o swoim pierwszym klubie i staram się być na każdym meczu w Mechnicach. Jak mogę mu jakoś pomóc, to oczywiście pomagam. Może sponsor to zbyt duże słowo, ale pomagam w miarę możliwości.

„Krystek” jak każdy piłkarz ma takie wspomnienia, które w pamięci utkwiły mu najbardziej. – Na pewno pamięta się takie mecze, które rozgrywało się przy 15.000 widzów – zaznacza Golec. – Takie były mecze w Poznaniu, Szczecinie i z Ruchem Chorzów. Pewnie nigdy nie zapomnę meczu w barwach Odry przeciwko Śląskowi Wrocław. To był rok 2003 lub 2004, a naszym trenerem był Darek Kaniuka. Na stadionie szaleli kibice i wybuchały petardy, na murawę wjechały armatki wodne. To wyglądało jak stan wojenny. Muszę przyznać, że miałem spore obawy, aby nie wydarzyło się wtedy coś złego.

Protokół
LZS Mechnice – Victoria Chróścice 0-1 (0-0)

0-1 Tomczak – (karny) 90+4.

Mechnice: Bejcar – Tudyka, Kurpierz, Prymula, Gonsior – Gambiec, Greinert, Biskup, Pietras – Zyla (61. Mrozek), Kampa. Trener Krzysztof Niedworok

Victoria: Walkowicz – Budnik, Warzyc, Jacek, Nesterów – Marek, Dastin Polok, Tomczak, Czajkowski (75. Perz), Koval – Guilherme (52. Bojar). Trener Łukasz Kabaszyn

Sędziował: Sebastian Kluz (Nysa)

Żółte kartki: Prymula, Greinert – Koval, Guilherme.

Widzów 150.

Stowarzyszenie Sportu Turystyki i Rekreacji Ludowy Zespół Sportowy Mechnice
Rok założenia: 1948
Barwy: zielono-białe
ul. Strażacka 6 a
46-073 Mechnice
Prezes: Tomasz Kotula
Trener: Krzysztof Niedworok

📸 LZS Mechnice od kuchni i na boisku 👀

Opublikowany przez Opolski Związek Piłki Nożnej 9 kwietnia 2018

Reporter Sławomir Jakubowski.