Łukasz Ganowicz, trener MKS-u Kluczbork (fot. Jakub Trzaska)

To był jeden z najciekawszych „transferów” na ławce trenerskiej na Opolszczyźnie. Po kilku latach do MKS-u Kluczbork wrócił Łukasz Ganowicz, który najpierw grał, a później był tymczasowym szkoleniowcem biało-niebieskich. Do Kluczborka Ganowicz przeniósł się z innego trzecioligowca – Gwarka Tarnowskie Góry.

A razem z nim kilku zawodników, bo nasz trzecioligowiec przeszedł małą rewolucję. Do drużyny dołączyło ponad 10 nowych zawodników, tyle samo opuściło jej szeregi. Prawdziwą bombą było pozyskanie byłego napastnika MKS-u, Jagielloni Białystok, Zagłębia Lubin, Wisły Płock i tureckiego Rizesporu – Patryka Tuszyńskiego.

Przed inauguracyjnym spotkaniem przeciwko Lechii Zielona Góra porozmawialiśmy z nowym-starym szkoleniowcem MKS-u.

 

Jakub Trzaska: Kończy się ten i tak krótki okres przygotowawczy do nowego sezonu III Ligi. Zadowoleni jesteście z pracy, którą w nim wykonaliście?

Łukasz Ganowicz, trener MKS-u Kluczbork: Powiem tak – jeszcze tydzień przygotowań by się nam przydał. To jest naprawdę bardzo krótki okres, tylko 4 tygodnie. Zagraliśmy sześć sparingów. Mieliśmy dużą grupę zawodników testowanych. Nawet jeszcze w tym ostatnim meczu kontrolnym sprawdzaliśmy przydatność dwóch zawodników do kadry.

Moglibyśmy mieć trochę więcej zdrowia, bo kontuzje się pojawiły. Ale wszyscy ci z urazami wrócą do nas niebawem i dzięki temu, z każdym tygodniem, będziemy mocniejsi. Wracając do pytania – dużo pracy wykonaliśmy i to też było widać w tym ostatnim sparingu z Polonią Nysa. Do 60 minuty była konsekwencja, Polonia nam nie zagrażała. A od 60 minuty mecz się wyrównał, nawet chyba lekką przewagę miała Nysa. I mecz zremisowaliśmy, gdzie mieliśmy wiele okazji bramkowych. Zdecydowanie zawiodła skuteczność. W drugiej połowie młodzież też nie zagrała na miarę swoich możliwości i to też jest dla nas ogląd, nad czym jeszcze trzeba popracować. Potencjał jest, ale go jeszcze nie wykorzystujemy i przez to oblicze meczu może się diametralnie zmienić. Na to jestem trochę zły.

Ale też po to jesteśmy, żeby tą młodzież ukształtować. I żeby za tydzień czy dwa mieć z nich dużą pociechę.

Do wielu zmian doszło w składzie MKS-u. Ale w dużej mierze ci zawodnicy, którzy do was dołączyli, to nie są gracze, którzy przychodzą do III Ligi odcinać kupony. To są spore wzmocnienia dla drużyny.

Myślę, że tak. Nie mamy szerokiej kadry, ale poszliśmy mocno w jakość. Zaczynając od bramki, a kończąc na napastniku – Patryku Tuszyńskim. Starałem się dobrać zawodników i charakterologicznie, i wiekowo, żeby to przypominało czasy, kiedy ja grałem w MKS-ie. Dwóch, trzech dziadków, dwóch piłkarzy a reszta to młode chłopaki, które zabiegały mecze w II czy w I Lidze. I właśnie taką mieszankę wybuchową chciałem zrobić. Bez młodości i doświadczenia ciężko o to.

A propos wzmocnień. Gracz, którego wspomniałeś, czyli Patryk Tuszyński. To bardzo doświadczony, silny napastnik. Sam może dużo zmienić podczas meczu, a tu jeszcze do pary będzie miał jednego z najlepszych ofensywnych graczy w tych rozgrywkach – Marcina Przybylskiego. To będzie top ofensywny duet w tym sezonie?

Na to bardzo liczę. Widzę, że dobrze ze sobą współpracują. Do tego dochodzi Neison, który dołączył z Gwarka. A nie zapominajmy, że mamy jeszcze Bartosza Włodarczyka i Dominika Lewandowskiego. To są zawodnicy tej samej klasy.

Mam nadzieję, że Patryk będzie liderem i na boisku, i w szatni. Jest to doświadczony zawodnik i od samego początku to pokazuje. Na pewno będzie postrachem obrońców, ale też podejrzewam, że nie będzie miał łatwo na trzecioligowych boiskach. To nazwisko będzie motywować przeciwników. Ale tak, jak w sparingu z Polonią – ma jedną sytuację i trafia. I tego właśnie nam potrzeba.

Na papierze MKS na pewno jest bardzo silnym zespołem. Też tak odbieracie wasz skład? Sporo ekspertów, sporo kibiców mówi, że możecie powalczyć o miejsca od 1 do 5.

Na pewno chcemy być wysoko. W poprzedniej drużynie, Gwarku Tarnowskie Góry, zająłem 7. miejsce i był niedosyt. Tutaj mamy bardzo dobrą bazę, jest więc gdzie robić progres. Na pewno jeszcze nie mamy takiej płynności w grze, jeszcze to nie jest to. Ale na to potrzeba czasu. 4 tygodnie to za mało, żeby to zrobić. Ale to nie jest też tak, że nie idziemy do przodu, codziennie widzę progres. Zawodnicy też już wiedzą o co mi chodzi, coraz lepiej się dogadujemy w kwestiach taktycznych.

Dla ciebie to powrót do Kluczborka. Pierwszy mecz na pewno będzie wyjątkowy.

Zdecydowanie! Jeszcze gramy na boisku bardzo silnego rywala – Lechii Zielona Góra. Lechia, tak jak inne drużyny, zaskakuje sporymi wzmocnieniami. Mecze będą bardzo wyrównane, bo bardzo podniósł się poziom ligi. Trudno będzie mówić w tym roku o niespodziankach, bo teraz każdy z każdym może w tej lidze wygrać. W meczach będą niuanse decydować, kto zgarnie pełną pulę.

Lekko chciałbym cię teraz sprowokować. Gdyby Łukasz Ganowicz został wcześniej trenerem na stałe, a nie tylko na kilka meczów, to nie byłoby teraz III Ligi? Takie głosy pojawiały się na Opolszczyźnie.

To takie wróżenie z fusów. Na pewno odszedłem w momencie, kiedy chyba zabrakło zaufania do mnie. Po dobrym wyniku. Mimo dużego dołka formy, zagraliśmy trzy mecze i żadnego nie przegraliśmy. Pamiętam te mecze u siebie, podobnie jak wyjazd do Legionowa. Dźwignęliśmy się wtedy i była duża szansa na poprawę wyników. Ale nadeszła zmiana.

Z drugiej strony zdobyłem 5 lat doświadczenia w innych ośrodkach. Nie wiem, czy to nie jest cenniejsze, niż siedzenie w jednym klubie 10 czy 12 lat. Tak, jak teraz Gwarek na Śląsku czy Ruch Zdzieszowice i to krótkie doświadczenie z MKS-em w II Lidze. Dla mnie to duży kapitał na przyszłość.

A jak teraz na spokojnie to analizuje, to mogłem się wtedy sparzyć. A tak bardzo dużo się nauczyłem. I myślę, że teraz mam zdecydowanie większą wiedzę, niż gdybym tutaj został. Sześć lat pewnie bym w Kluczborku nie wytrzymał, bo to jest naprawdę sztuka w Polsce – prowadzić zespół piłkarski tak długo. Bo wiadomo, jak to się szybko może zmienić – brak sukcesu, a czasem nawet i po sukcesie, nadchodzi roszada i nowe doświadczenia.

To już ostatnia rzecz. O co będzie walczył MKS w tym sezonie?

Nie szalejemy. Chcemy być jak najwyżej, zwłaszcza po rundzie jesiennej. Zimą chcemy mieć spokój, a które to będzie miejsce, to zobaczymy. Lokata w top 5 byłaby na pewno z tym potencjałem satysfakcjonująca. I tak musimy mierzyć. Wysoko zawiesić poprzeczkę.

Ale też nie ma co krzyczeć o jakimś awansie – to nie ma sensu. Awanse się robi, a nie się o nich gada. I absolutnie mamy zakaz mówienia o tym w drużynie. Zdecydowanie musimy się skupić na pierwszym meczu, a nie na tym, co będzie za rok.